Internet to ocean informacji. Pływający w nim sieciowi piraci łupią wielkie korporacje, właścicieli praw autorskich do
gier, filmów i muzyki. Na piratów czają się z kolei żądne zysków prawnicze rekiny i pomniejsze „papugi”. Oto szkielet
cybernetycznej sagi godnej XXI wieku.
Ciągnąc tę filmową analogię – gdzieś musi być skarb. Spora jego część ulokowana jest na pewnej wyspie na obrzeżach Europy.
Nic dziwnego, że stała się ona ostatnio głównym planem antypirackiej batalii.
Weźmy przykład samej muzyki. Wielka Brytania jest jednym z najważniejszych rynków muzycznych na świecie. Podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, najpopularniejszym sposobem ściągania nielegalnych plików jest tu wciąż tzw. peer-to peer (p2p) z wykorzystaniem aplikacji, takich jak BitTorrent czy eMule. Przy użyciu tych programów pobieranych jest tu ponad 46 proc. wszystkich plików z muzyką, a to tylko część nielegalnego rynku w internecie. Ogółem na 1,2 miliarda ścieżek muzycznych ściągniętych bezprawnie, przypada zaledwie 370 milionów ścieżek z legalnych źródeł. Z najnowszego raportu British Phonographic Industry (BPI) wynika, że piractwem internetowym para się osiem milionów użytkowników.
Muzyka to jednak tylko kawałek tortu, którym częstują się piraci. Według badań Harris Interactive 20 proc. internautów deklaruje nielegalne ściągnie filmów, 19 proc. pobiera programy telewizyjne, 18 proc. oprogramowanie, a gry wideo 15 proc. Jak podliczyli ekonomiści z TERA Consultants, straty firm z branży kreatywnej z powodu piractwa sięgają 1,2 miliarda funtów rocznie.
Skrzynia wypełniona złotymi monetami i kosztownościami musi być olbrzymia.
TopWare kontra Barwińska
W Wielkiej Brytanii ściganie piratów na poważnie zaczęło się dopiero kilka lat temu. W połowie 2007 roku kancelaria Davenport Lyons wysłała pierwsze listy do prywatnych osób podejrzanych o nielegalne udostępnienie w sieci gry Dream Pinball 3D. Była wśród nich Izabela Barwińska, mieszkanka londyńskiego Leytonstone. Odmówiła zapłaty kary i wylądowała w sądzie. W sierpniu 2008 została pierwszą osobą prawomocnie skazaną za udostępnianie materiałów chronionych prawami autorskimi w internecie. Pewnie nigdy nie trafiłaby na łamy gazet, gdyby twórcy gry tym razem naprawdę się nie zawzięli.
Piraci z komputerów
Piątek, 18 lutego 2011 11:11
Internet to ocean informacji. Pływający w nim sieciowi piraci łupią wielkie korporacje, właścicieli praw autorskich do gier, filmów i muzyki. Na piratów czają się z kolei żądne zysków prawnicze rekiny i pomniejsze „papugi”. Oto szkielet cybernetycznej sagi godnej XXI wieku.
Ciągnąc tę filmową analogię – gdzieś musi być skarb. Spora jego część ulokowana jest na pewnej wyspie na obrzeżach Europy.
Nic dziwnego, że stała się ona ostatnio głównym planem antypirackiej batalii.
Weźmy przykład samej muzyki. Wielka Brytania jest jednym z najważniejszych rynków muzycznych na świecie. Podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, najpopularniejszym sposobem ściągania nielegalnych plików jest tu wciąż tzw. peer-to peer (p2p) z wykorzystaniem aplikacji, takich jak BitTorrent czy eMule. Przy użyciu tych programów pobieranych jest tu ponad 46 proc. wszystkich plików z muzyką, a to tylko część nielegalnego rynku w internecie. Ogółem na 1,2 miliarda ścieżek muzycznych ściągniętych bezprawnie, przypada zaledwie 370 milionów ścieżek z legalnych źródeł. Z najnowszego raportu British Phonographic Industry (BPI) wynika, że piractwem internetowym para się osiem milionów użytkowników.
Muzyka to jednak tylko kawałek tortu, którym częstują się piraci. Według badań Harris Interactive 20 proc. internautów deklaruje nielegalne ściągnie filmów, 19 proc. pobiera programy telewizyjne, 18 proc. oprogramowanie, a gry wideo 15 proc. Jak podliczyli ekonomiści z TERA Consultants, straty firm z branży kreatywnej z powodu piractwa sięgają 1,2 miliarda funtów rocznie.
Skrzynia wypełniona złotymi monetami i kosztownościami musi być olbrzymia.
TopWare kontra Barwińska
W Wielkiej Brytanii ściganie piratów na poważnie zaczęło się dopiero kilka lat temu. W połowie 2007 roku kancelaria Davenport Lyons wysłała pierwsze listy do prywatnych osób podejrzanych o nielegalne udostępnienie w sieci gry Dream Pinball 3D. Była wśród nich Izabela Barwińska, mieszkanka londyńskiego Leytonstone. Odmówiła zapłaty kary i wylądowała w sądzie. W sierpniu 2008 została pierwszą osobą prawomocnie skazaną za udostępnianie materiałów chronionych prawami autorskimi w internecie. Pewnie nigdy nie trafiłaby na łamy gazet, gdyby twórcy gry tym razem naprawdę się nie zawzięli.
Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.