Czwartek, 17 maja 2012 | Imieniny: Brunony, Sławomira i Wery
Podatki A A A

Ostatni dzień na abolicję

Piątek, 06 lutego 2009 14:27

Kontrola skarbowa i surowa kara - takie konsekwencje grożą Polakom pracującym w latach 2003-2007 w Wielkiej Brytanii, którzy nie rozliczyli się w kraju z podatku. Termin składania wniosków o abolicję mija dziś o północy.

Wszyscy ci, którzy nie zapłacili podatku w polskim urzędzie skarbowym mają jeszcze tylko klika godzin na dostarczenie zaległego rozliczania i wniosku o umorzenie długów. Osoby, które wykazywały dochody uzyskane w Wielkiej Brytanii w Polsce i uregulowały należności związane z podwójnym opodatkowaniem, mogą wystąpić o zwrot nadpłaconego podatku.

Jak informuje Ministerstwo Finansów, do końca 2008 roku do urzędów wpłynęło ponad 26 tys. wniosków abolicyjnych. Większość, ponad 18 tys. osób, ubiegało się zwrot podatku. Do końca grudnia urzędy skarbowe oddały podatnikom 14,9 mln zł. Umorzono zaś należności na kwotę 8 mln zł. Były 174 przypadki, gdy prośby o abolicję rozpatrzono negatywnie.

– Wniosków wpłynęło znacznie więcej. Były składane jeszcze przez cały styczeń i w lutym. Doświadczenie pokazuje, że Polacy lubią odkładać sprawy urzędowe na ostatnią chwilę. Zbiorcze dane z całego kraju będziemy mieć za około miesiąc – mówi na łamach „Rzeczpospolitej” Magdalena Kobos, rzecznik Ministerstwa Finansów.

Przepisy o abolicji podatkowej zostały uchwalone w lipcu ubiegłego roku. Do tamtej pory każda osoba, która pracowała do końca 2006 roku w Wielkiej Brytanii, zobowiązana była uiszczać podatek dochodowy na terenie państwa ojczystego, pomimo iż płaciła go już w kraju zamieszkania. Wysokość podatku w Polsce obliczano na podstawie dochodu przeliczonego z funtów na złotówki. Ponadto osoby, które zapłaciły podatek w Anglii, Walii, Szkocji czy Północnej Irlandii, odejmowały tę sumę od dochodu i wpłacały w polskim urzędzie skarbowym różnicę.

Ponieważ nawet niskie dochody w Wielkiej Brytanii okazywały się niebotycznymi sumami jak na polskie realia, większość emigrantów omijała skarbówkę szerokim łukiem. Jeszcze przez kilka godzin mają szansę na uregulowanie swojej sytuacji.

Urzędy skarbowe zapowiadają, że na wszystkich, którzy nie dopełnią obowiązku, po powrocie do kraju, czekają surowe kary łącznie z postępowaniem sądowym i karą grzywny do 25 tysięcy złotych.

Polacy na Wyspach narzekają, że nawet jeśli chcą być fair wobec polskiego fiskusa, ten skutecznie im to utrudnia. Na informacjach w urzędach skarbowych różnych miast udzielane są sprzeczne informacje.

– W zależności od tego, gdzie zadzwonię, słyszę coś zupełnie innego. W Krakowie mówią mi, że o ważności wniosku o abolicję decyduje data stempla pocztowego, ale już w Częstochowie, że data otrzymania wniosku przez urząd skarbowy – skarży się Agnieszka z Londynu.

Nie lepiej wygląda sytuacja na ogólnokrajowej informacji podatkowej. – Najpierw musiałem odczekać, co najmniej 15 minut, zanim operator był wreszcie dostępny, a później i tak nie potrafił odpowiedzieć mi na najprostsze pytanie: czy muszę się rozliczać i ubiegać o abolicję, czy nie? – bulwersuje się Marcin, narzeczony Agnieszki. – Moje centrum życiowe przeniosło się z Polski do Anglii cztery lata temu. Nie korzystam w kraju z żadnych usług. Jestem natomiast zameldowany. Pani na informacji nie byłą w stanie mi udzielić informacji, czy to decyduje o tym, że mój ośrodek interesów jest też częściowo w Polsce – ciągnie. – Poradziła wizytę na stronie internetowej Ministerstwa Finansów. A tam znów niespodzianka. Niby jest poradnik dla Polaków mieszkających za granicą, ale już w pierwszym zdaniu widnieje informacja, że „nie jest on wykładnią prawa”. Dalej nie wiem, co mam robić. Chyba po prostu tu zostanę, a podatku po prostu zapomnę… – kończy.


Iwona Kadłuczka – Goniec.com


Podziel się na:
  • facebook
  • blip
  • twitter
  • sledzik
  • wykop

Wasze komentarze

Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.

Temat numeru 425, 11 maja 2012 Boris na fali

Bukmacherzy od Williama Hilla stawiają 4:1, że Boris Johnson zostanie następnym przywódcą konserwatystów. Niektórzy torysi widzą jego karierę w jeszcze jaśniejszych barwach. Jeśli Boris nie będzie kolejnym premierem, to zostanie nim Miliband – ostrzegają. Wszystko